GENIALNI.LWOWSKA SZKOŁA MATEMATYCZNA MARIUSZ URBANEK

Na chwilę chcę odsapnąć od gór, himalaizmu, zdobywania szczytów. Empik co chwilę mnie atakuje promocją;) A to minus 40% na kryminały, a to świetny deal na e-booki, literatura faktu - dla Ciebie dodatkowe 30% rabatu. Mam w czym wybierać, ale książkę Mariusza Urbanka Genialni. Lwowska szkoła matematyczna podsunęła mi siostra. I chwała jej za to. Bo przy takim wyborze pozycji, pewnie niepotrzebnie bym marnowała czas, nie decydując się na żadną z propozycji multiksiegarni.

Genialni. Lwowska szkoła matematyczna to na prawdę godna polecenia pozycja. Dlaczego? Jest napisana bardzo przyjemnie i lekko. Choć tytuł brzmi bardzo groźnie i już oczami wyobraźni widziałam powtórzenia z wzorów skróconego mnożenia, czy całek, to wcale tak nie jest! Przyznam się, że o matematykach niewiele wiem, a królowa nauk, nigdy nie była moją mocną stroną. I choć na studiach, chcąc-nie chcąc musiałam sporo nadrobić zaległości, wciąż od niej stroniłam i omijałam ją szerokim łukiem;) Mariusz Urbanek przedstawia w swojej pozycji tzw. lwowską szkołę matematyczną, której kręgosłupem były takie postacie jak: Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur, Antoni Łomnicki, a więc śmietanka nauk ścisłych przedwojennej Polski, ale pojawiające się opisy są konstruowane prosto, rzeczowo i klarownie. Pozycja to nie tylko suche fakty i problemy z rozwiązywaniem tez i założeń wielkich uczonych tego świata, autor wplata również w historię, politykę i kulturę naszego kraju, którą z przyjemnością mogą przeczytać nawet humaniściZ literatury wyłania się obraz życia matematyków czy fizyków, który wcale się nie ograniczał do wyprowadzania wzorów i cyfr na tablicy. To przede wszystkim bogate życie towarzyskie, studentów i profesorów, którzy często przy luźnych rozmowach się poznają i te znajomości trwają przez wiele lat, tak jak było ze Steinhausem i Banachem. Początek ich wielkiej wspólnej pasji miał miejsce podczas spaceru po Krakowskich ulicach, gdzie ten pierwszy usłyszał konwersację Banacha z Ottonem Nikodymem. Przyłączając się do rozmowy, związał się ze środowiskiem naukowym na wiele lat, co za paradoks, równie dobrze mógł skręcić ulicę wcześniej i nigdy nie być bohaterem Uniwersytetu Lwowskiego.
Trzeba też zaznaczyć, że okres przed wojenny, to narodowościowa awersja Polaków i Niemców do Żydów. Gorący nastrój był tylko podkręcany, a szykany pojawiały się ze wszystkich stron, zaś Mariusz Urbanek ukazał fenomen szkoły lwowskiej ponad podziałami, również ze względu na pochodzenie. Banach urodził się jako syn górala, zaś matki nigdy nie poznał, Stanisław Ulam pochodził z żydowskiej rodziny, zaś Hugo Steinhaus do końca ukrywał genezę swojego pochodzenia i chyba tylko to, pozwoliło mu przeżyć okupację i wojnę. Mimo różnic w urodzeniu się i wychowaniu, te wielkie nazwiska, znalazły wspólny język i stworzyły szkołę naukową z absolutnej światowej czołówki, który nigdy później się nie powtórzyła w historii naszego kraju.
Opisać tyle osób w jednej książce to wielka sztuka! Przedstawić matematykę w tak interesujący sposób, to już wyższa filozofia. Gratuluję pisarzowi pomysłu na tak fascynującą powieść, w której przepadłam bez reszty.
------
Znacie jakieś ciekawe tytuły o podobnej tematyce? Dajcie znać, co tam teraz przerabiacie, a może macie wolny czas? Buizole, co zobaczenia:*

Komentarze

  1. Świetna książka, niesamowici bohaterowie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba zupełnie nie w moim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa bardzo książka, muszę poszukać w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie książka w moim stylu ale okładka jest świetna!
    + za ładną fotkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No sama nie wiem czy to książka dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodaję do kolejki książek do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety zupełnie nie w moim stylu ta książka. Ale recenzja ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  8. Interesująco zabrzmiała Twoja recenzja. Wpisuję na listę książek do przeczytania. Mam nadzieję na przyjemny czas spędzony z nią w któryś z wolnych wieczorów. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bohaterów książki znam skądinąd, więc chętnie dobrałbym się i do tej książki. Okładka faktycznie fajna. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To akurat książka nie w moim typie ale muszę zgodzić się z dziewczynami wyżej: okładka boska :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze ,brzmi ciekawie choć rzeczywiście słowo matematyka nie napawa mnie optymizmem ha ha

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam z literaturą faktu, ale ta propozycja zdaje się być interesująca.
    Jeśli jeszcze nie czytałaś, to mogę Ci polecić "Analfabetkę która potrafiła liczyć" Jonassona. Nie jest to żaden dokument, ani nic w tym stylu, ale aż roi się tam od wielkich nazwisk współczesnego (i nie tylko ) świata polityki . Główna bohaterka natomiast rozwiązuje zadania matematyczno-fizyczne, które powodują zawroty głowy. Pisałam o tej książce na swoim blogu - http://czytamiznikam.blogspot.com/. Polecam, choć oprócz wątków matematycznych i politycznych, niewiele ją w sumie łączy z książką, którą opisujesz...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, jednocześnie po samym tytule raczej bym jej nie zakupiła. Twoja recenzja jednak pokazuje, że może to być ciekawa lektura.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdyby nie Twoja recenzja nie pomyślałabym, że to może być ciekawa lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio coraz chętniej biorę się za takie wyzwania czytelnicze, wyzwania, bo właśnie matematyka zawsze była moim słabym punktem w szkole, dziś już na spokojnie, bez obciążeń zaliczeń, mogę się do niej przekonywać. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię literaturę faktu i reportaże, także twój opis mnie zachęcił po sięgnięcie po tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Brzmi bardzo interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie też do matematyki nie po drodze, ale fascynują mnie osoby, które zajmują się tak trudnymi dziedzinami, jak właśnie matematyka, fizyka czy chemia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Widzę, że pozycja godna polecania - pisałam prace o Stefania Banachu i powiem szczerze nigdzie nie znalazłam wątku "Trzeba też zaznaczyć, że okres przed wojenny, to narodowościowa awersja Polaków i Niemców do Żydów" - jeśli autor wprowadza taki klimat, jest to dużym nadużyciem. Jeśli nadarzy się okazja, po książkę sięgnę jednak watro też wcześniej poczytać wiele opracowań o Polskiej Szkole Lwowskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mój styl kompletnie, nie odnajduję się w takich lekturach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha, ja też czasami pragnę odpocząć od gór, bo mam je na co dzień za oknem ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Masz jakieś pytanie? Zadaj je w komentarzu na blogu pod najnowszym postem (niezależnie od tematyki wpisu).
Jeśli nie uzyskałaś odpowiedzi, to ponów swoje zapytanie.
-----
Kontakt e-mail 1985ab@wp.pl