DROGA NA BALOS, JAK DOJECHAĆ SAMOCHODEM Z CHANII? KOZY KRI KRI, BŁĘKITNA LAGUNA, PLAŻA W KISSAMOS,

Dziś zabieram Was w niesamowite miejsce - Laguna Balos. Z wycieczki w to miejsce mieliśmy zrezygnować. W ostatnim dniu pobytu na Krecie, byliśmy pewni, że nic nas nie zaskoczy. Nie mieliśmy za bardzo planów, a przed nami cały dzień, bo powrotny wylot samolotem, zaplanowany był dopiero na godzinę 21. Jak sensownie zaplanować wycieczkę, by zdążyć zobaczyć coś jeszcze? Padały różne propozycje, w okolicy Chani zobaczyliśmy praktycznie wszystko zostało...Balos. No dobra jedziemy. Plażą w Elafonissi byliśmy mocno rozczarowani, może laguna nas podbuduje. No to w drogę!
co warto zobaczyć w zachodniej części Krety


Z hotelu wymeldowaliśmy sie około godziny 9.00. Droga Z Chanii na Balos jedzie się około godziny z lekkim hakiem, najpierw ekspresówką jedziemy wzdłuż zachodniego wybrzeża, później odbijamy na północ i wjeżdżamy w szutrowe, lokalne drogi. Nie jest źle. Aż do tego momentu. Widzę drogę( na zdjęciu poniżej, tak, tak to ta, która biegnie zboczem;)), ciągnie się wzdłuż nabrzeża i mocno mi się nie podoba, pytam się męża-czy aby na pewno mamy tam jechać? Odpowiada bardzo poważnie - tak! Moja mina, przerażenie i tysiąc myśli przelatujących przez głowę - bezcenne. Widzę oczyma wyobraźni spadające kamienie, głazy, a przed nami 40-ści minut ekstremalnej przejażdżki. Przynajmniej tak pokazuje nawigacja.

Wjeżdżamy na trasę. Mijamy budkę, gdzie pobierana jest opłata za wjazd, ale przed sezonem nie ma tu żywej duszy. W szczycie, strażnik pobiera opłatę 1 euro, rzekomo na remont drogi;) Początek nie jest zły. Myślę sobie, opisy w internecie były mocno przesadzone, czym tu sie bać? Droga faktycznie mocno szutrowa, po prawej stronie mamy morze, po lewej zaczynają się wzniesienia. Mąż jedzie powoli i ostrożnie. Spod kół wypadają kamienie. Trasa jest na tyle szeroka, że spokojnie miną się tu dwa auta, doczytałam, że w sezonie dojeżdżają tu autobusy, co ciężko mi sobie wyobrazić. Przed nami starsze małżeństwo "piłuje" Fiata 500;) My jedziemy Kia Rio i przy nich czujemy się jak w terenowym aucie. Nie ma co się czarować, 20 kilometrów na godzinę to jest wszystko co możemy wycisnąć z naszego auta. Boimy sie o podwozie, chociaż, jak to mąż powiedział - droga nie jest najgorsza, spodziewał się gorszych warunków;))) W tym momencie ciesze się ogromnie, że nie jestem kierowcą. 
W połowie drogi zaczyna się robić interesująco. Na przeciw nas wychodzą owce i kozy Kri-Kri. Jedne i drugie najpierw się na nas boczą, że ktoś śmie im wjechać na trasę, w ostateczności uskakują na boki. Po drodze wyprzedzamy naszych kompanów - włoskie małżeństwo (tych od Fiata 500), oni zatrzymują się przy kapliczce, my jedziemy dalej. Wykorzystujemy czas, że Wojtuś śpi. Mijają kolejne minuty, droga zmienia się. Trafiamy na fragment betonu, za chwilę pojawiają się ogromne koleiny, momentami na trasie zalegają większe kamienie, pewnie sie obsunęły z sąsiadujących zboczy. Powolna, ostrożna jazda i jesteśmy na miejscu. Ponad pół godzinna podróż - to była wieczność. Ekstremalne widoki, z jednej strony granat otchłani morza, z drugiej rdzawe skały, które przypominają, kto tu dyktuje warunki jazdy. Spalanie auta momentami dochodziło do 11-stu litrów, ale trasa jest "bezpieczna".  Jazda autem terenowym po tym rejonie, to już czysta poezja, nasz niewielki, ale wyjątkowo dzielny kompan podróży o pojemności silnika 1,3 litra dał radę przy wzniesieniach dochodzących do 20% .
Oto zdobyliśmy szczyt! Na miejscu strasznie wieje. W aucie tego nie czuliśmy, ale na górze chce nam głowy pourywać! Parking zajęty w niewielkim procencie, raptem kilka samochodów. Po powierzchni, sądzę, że w sezonie może tu być bardzo ciasno. My wybieramy dogodne dla nas miejsce, możemy przebierać do woli. Z parkingu, aby dojść do laguny, trzeba pokonać jeszcze spory kawałek po wąskiej, kamienistej ścieżce, która w połowie zamienia się w skaliste schody. Decydujemy się, że podejdziemy do punktu widokowego i zawracamy. Co tu dużo mówić, Wojtuś owszem chętnie by z nami szedł, ale droga na jego malutkie nóżki jest beznadziejna. 
Mijamy spokojnie wylegujące się kozy. Są wszędzie. Czytaliśmy, że uwielbiają wskakiwać na auto, na szczęście dzisiaj są zupełnie nie w humorze i raczej uciekają na nasz widok, ufff przynajmniej karoseria nie ucierpi:) 
Co za widoki! Morze, piasek, laguna, turkus, jak ze scenerii w raju! No...zakochałam się:) Jest lepiej niż sobie to wyobrażałam! Jesteśmy w połowie drogi, szkoda, że nie mamy możliwości, aby zejść na dół. Płytka woda przybiera kolory, takie jakie prezentują katalogi biur podróży! No jest idealnie, bosko. Jesteśmy my sami. Uroki podróży przed i po sezonie mają ogromne plusy!


gdzie warto pojechać i co zobaczyć na Krecie
Kolor morza przybiera róże tony i kolory. Turkus przeplata się z szarifem i głębokim granatem. Całość uzupełnia piasek, delikatny, mięciutki, silnie kontrastuje z tonią morską. W oddali widać wyspę, którą grecy okrzyknęli mianem "patelni". Ciekawe dlaczego?;)


Balos i kolor morza oraz piasku, czy warto jechać?
W oddali widać Wyspę Piratów, to tu mieli się ukrywać morscy rozbójnicy i napadać na przepływajace statki. Kilka pamiątkowych zdjęć i wracamy. Wiatr, ani na chwilę nie odpuszcza. Strasznie mocno wieje, a jesteśmy "tylko" 300 metrów nad poziomem morza. 
W drodze powrotnej mijamy już kilka aut. Większość, pewnie po śniadaniu zadecydowała, że trzeba tu przyjechać. Mąż spokojnie manewruje, za nami unosi się suchy, czerwony pył. Po chwili tylna szyba jest tak brudna, że nic nie widać. Niektórzy przystają, aby nas przepuścić, każdy uważa na zawieszenie. Dotyczy to zwłaszcza pojazdów z wypożyczalni. Ubezpieczenie oczywiście nie obejmuje podwozia. Coś zniszczysz? Płacisz z własnej kieszeni! Dlatego podroż odbyliśmy z duszą na ramieniu... Finalnie, jedynym "drobnym" szczegółem przypominającym, że właśnie byliśmy na Balos był kurz, który osiadł na lakierze. Czerwony pył był wszędzie! Trzeba było się zaprzyjaźnić ze szmatką i przed zdaniem auta umyć elementy karoserii, jak by co to my na lagunie nie byliśmy;)
W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Kissamos. Mają tu dwie fajne rzeczy-długie,piaszczyste plaże i wyjątkowo dobrą kawę, którą raczymy się na promenadzie wiodącej wzdłuż morza. Jest bardzo spokojnie, cicho, tylko morze trochę bardziej się wzburzyło. Tak, to ja mogę odpoczywać! 

okolice Balos, jakie są plaże na Krecie, Kissamos
Jeszcze widok na okolicę...Przy samej plaży zapraszają kurorty trzy i cztero-gwiazkowe, teraz jeszcze puste, ale w sezonie, na pewno się tu nie uświadczy kawałka miejsca na ręcznik.

promenada wzdłuż morza w Kissamos, Kreta zachodnia

Jeśli będziecie w zachodniej części Krety, koniecznie tu przyjedźcie. Balos należy do jednej z najpiękniejszych zakątków tej wysypy. Miejsce mnie oczarowało i gdybym miała wybierać jeszcze raz pomiędzy podróżą na Elafonissi, a Laguną Balos, to zdecydowanie wybrałam bym to drugie. Nawet trasa była dużo ciekawsza, chociaż momentami mroziła krew w żyłach!
Podobała się Wam wycieczka? Jeśli tak, to zapraszam Was na kolejne relacje:)

Komentarze

  1. jakie cudowne widoki! I jakie morze! :o Zazdroszczę !!

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Balos znam bardziej jako półwysep Gramvousa. Byliśmy tam kilka razy ale przed 10-15 laty, gdy jeździliśmy na Kretę co roku. Z tego co czytam, coś się zmieniło. Strażnik, budka, opłata? Nie, nic takiego nie było, zresztą, chyba nikt się nie przyznawał, że tam można jechać samochodem - droga to druga zmiana. Opisy na internecie mówiące o mocno offroadowej drodze pochodzą pewnie ze starszych czasów, kiedy to droga niewiele różniła się od zbocza - dziury były czasami na pół metra - trzeba było co jakiś czas wyjść z samochodu i obmyślać jak pokonać dany kawałek planując które koło na so ma najechać!!! Były odcinki 100 metrów jechało się 15 minut. Kozy to była namniejsza przeszkoda. Dwa razy nie dojechaliśmy do końca bo mieliśmy Pandę, wiec w połowie drogi, koło zespołu dziur zakrawających na pożeganie się z miską olejową, część osób wymiekała i zostawiała samochody. Nie zapomnę naszego kolegi, który nie wziął butów (bo mówiliśmy że jedziemy na plaże) i 3 km szedł w japonkach :). O dziwo, przetrwały w obie strony, ale żółwim tempem posuwalismy się.

    Mnie dziwi, że Elafonisi Wam sie nie podobał - miejsce jest przecudowne, ale najlepiej poza sezonem. My tam spaliśmy dwa razy - raz w domkach powyżej restauracji, drugi raz w namiocie na plaży :) Przecudownie było. Grill i te sprawy. Rano zauważyliśmy tablice "Natura 2000" i kara 1000E wzwyż za każde "głośne kichnięcie", o grillu i namiocie nie wspominając :) W nocy kłusownicy pływali po lagunie i coś łowili - na szczęście nie widzieli naszego namiotu.

    My polecamy na Krecie wziąć samochód na 3-5 dni i pojechać na zachód i wschód Krety. My objechaliśmy ją jak się tylko dało - 2 tyś km na każdym wypadzie. Polecamy zobaczyć spokojne i zabite dechami "kurorty" na południu Krety ), klimaty odbiegają od południa - jak w meksykańskich wioskach na filmach - Chora Sfakion, Agia Galili. Matala jest nieco przereklamowana, zdecydowanie odradzamy sezon. Niestety, na południu Krety morze jest zimne - koło 10 stopni czasami (czerwiec)! Lodówka! A plaże puste po 5 km w każdą stronę. Jak ktoś lubi takie klimaty, to będzie zakochany - zero ludzi! Jak na bezludnej wyspie. Śmiało można namiot wziąć i nie wracać do hotelu - niezapomniane przeżycia.

    Jak toś chce jechać północnym wybrzeżem na wchód krety, w kierunki Sitii (akurat tam nic ciekawego nie ma) to polecamy tę trasę bo są super widoki i bardzo fajnie się jedzie (dopiero od Agios Nikolaos) - 500 zakrętów i wspaniałe widoki :). Vai przereklamowane - niby jedyna plaża w Europie z naturalnymi palmami a pod palmami Ruscy gadają i palą papierosy. Ja nic nie mam do Rosjan, wg mnie są spoko, ale zabijają klimat :). Także poza sezonem trzeba jechać. Zresztą, palmy nie robią wrażenia, szkoda czasu. No i jak się dojeżdża do Vai to są fajne trasy na tym "płaskowyżu".

    Ale bardzo blisko Heraklionu jest wspomniane Agion Nikolaos - takie małe greckie Saint Tropez. Bardzo fajna mieścina - można sobie potem skoczyć na ten półwysep na północy, tam są fajne widoki i mało ludzi, trasa dobra, nawet Ferrari tam jechało, wiec jest dobrze.

    Podsumowując: Kreta jest WSPANIAŁA. ALE - to nie jest miejsce do plażowania. Brać samochód na min. 3 dni, dobrą i szczegółową mapę i jechać gdzie koła poniosą - Hania i Rethymon owszem, Gramvus i Elafonisi – też, ale małe mieściny również koniecznie - wchód i południe Krety. Jedyne czego nie zaliczyliśmy to Samaria - na myśl o zorganizowanej wycieczce i gęsiego po wąwozie - brrr... Nie dla nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super opis, dziękuję ślicznie za tak długi i szczegółowy opis,pewnie Kreta mocno się zmieniła w okresie 10-ciu lat i faktycznie droga na Balos wcześniej mogła być karkołomnym przeżyciem:) szkoda że udało nam się "tylko"tyle zobaczyć:) mam jednak nadzieję że to powód by jednak wrócić na Kręte za jakiś czas

      Usuń
  3. Swietne kozy :D Widoki przepiekne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nice post

    Love Vikee
    www.slavetofashion9771.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Tam akurat nie dotarliśmy. Na Kretę planujemy wrócić. :)
    Cudowne zdjęcia. Ach te niebieskości... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rewelacyjna wyprawa. M. byłby zachwycony.
    Świetne informacje od Ciebie oraz Magdaleny.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, ja mam pytanie czemu nie zeszliście z synkiem na plażę? Planujemy się tam wybrać z naszą córeczką. Czy trasa jest mocno męcząca i długa na pieszo? Oczywiście zakładamy, że będziemy ją nieść na rączkach albo w chuście/nosidełku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEJ, pewnie gdyby syn był spokojniejszy to dalibyśmy radę zejść, ale nie mieliśmy ani nosidła ani chusty, wiec nie było mowy o tym, żeby z wózkiem w ręku podejść do laguny:( para obok nas miała plecak turystyczny z dzieckiem i na luzie zeszli:)

      Usuń
  8. Dla mnie 1 miejsce na Krecie to zdecydowanie Wąwóz Samaria. Byłam w sezonie (wrzesień) i nie szłam gęsiego za tłumem innych turystów. Wąwóz ma 16 kilometrów, każdy idzie swoim tempem i tylko w kulminacyjnych miejscach jest więcej turystów tzn w opuszczonej wiosce, podczas przechodzenia przez Żelazne Wrota (chyba tak się nazywały), czy miejscach odpoczynku z wodą. Dla mnie Wąwóz Samaria jest nie do przebicia, ale co kto lubi :)) Na drugim miejscu stawiam Elafonissi, a dopiero na trzecim Balos. Tym bardziej, że gdy ja byłam nad laguną często zachodziło słońce, a góry rzucały cień i kolory nie były aż tak imponujące jak na zdjęciach. Wprawdzie, gdy słonko wychodziło zza chmur to kolory były piękne, ale takiego wrażenia jak Samaria na mnie nie zrobiły.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam ,
    11 czerwca wybieramy się na Kretę .
    Oczywiście chcemy wybrać sie na Balos rano wyjechać poplażować i po południu wrócić .
    Gdzieś czytałem ,że z miasteczka Kissamos można popłynąć statkiem na BALOS , korzystał ktoś z tego typu transportu , czy bilet można kupić od razu na powrót ,a może można dostać się tam autobusem , auta nie chcemy wypożyczać

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam ,
    11 czerwca wybieramy się na Kretę .
    Oczywiście chcemy wybrać sie na Balos rano wyjechać poplażować i po południu wrócić .
    Gdzieś czytałem ,że z miasteczka Kissamos można popłynąć statkiem na BALOS , korzystał ktoś z tego typu transportu , czy bilet można kupić od razu na powrót ,a może można dostać się tam autobusem , auta nie chcemy wypożyczać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z Chanii jeżdżą autobusy do Kissamos, stąd można połykać łodzią na Balos. Aktualny rozkład autobusów jest na stronie http://www.e-ktel.com/en/, niestety nie wiem w jakich godzinach odpływają statki, ale domyślam się, że jest to w jakiś sposób zsynchronizowane, pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz